Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Life. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 września 2016

Drugi trymestr ciąży. Recenzja odżywki do rzęs.

Cześć Wam. :)
Jestem już w 19 tygodniu ciąży, Pulpet kopie jak szalony.
Drugi trymestr ciąży jest dużo przyjemniejszy niż pierwszy. Nie mam już porannych mdłości, mogę jeść to na co mam ochotę i czuję się o niebo lepiej.
Brzuch zaczyna rosnąć, nie mieszczę się w ulubione dżinsy, czuję się jak balon, jednak lekarz mówi, że mój brzuszek jest bardzo mały jak na prawie 5 miesiąc ciąży.
Płci jeszcze nie znam ale wszyscy mówią, że będzie to dziewczynka. Mi osobiście jest to obojętne, wolę się na nic nie nastawiać, żeby potem nie było, że mój syn będzie musiał chodzić w różowych sukienkach. :o
Wojtek ma się całkiem dobrze, przyzwyczaił się już do moich hormonów ciążowych. Wie kiedy ma coś przemilczeć i jak taktownie zwrócić mi uwagę w taki sposób, żebym się nie popłakała. Obojgu nam żyje się znacznie lepiej.

Odkąd jestem w ciąży zaczęłam trochę bardziej o siebie dbać.
Bardziej uważam na to co jem (co nie zmienia faktu, że nie odmówię Pulpetowi McDonalda o godzinie 23:00, kiedy on ma na to ochotę), uważam na siebie, żeby się nie przewrócić i nie zrobić sobie krzywdy, oraz zaczęłam zmywać makijaż przed snem, nawet jak jestem bardzo zmęczona!

Ostatnio wpadła mi w ręce odżywka do rzęs firmy INVEO.


Jako, że nigdy nie miałam szczególnie długich rzęs, stwierdziłam, że warto byłoby ją wypróbować. :)
Niestety ma ulotce dołączonej do opakowaniu jest wyraźnie napisane, że nie można jej stosować u kobiet w ciąży. :(
Co nie zmienia faktu, że używa jej moja mama. :)

Producent twierdzi, że odżywka jest hipoalergiczna, co jest wielkim plusem, gdyż razem z mamą mamy skłonności do reakcji alergicznej na najprzeróżniejsze kosmetyki.
+Po użyciu jej nie piekły jej oczy, nie dostała wysypki, nie było żadnych zaczerwienień. 



Producent pisze, że efekty będą widoczne po 8 tygodniach codziennego stosowania produktu. Odżywka jest u nas od wczoraj, więc za 8 tygodni na pewno wspomnę, czy widać jakieś efekty. :)



Dla mnie bardzo ważne przy wyborze produktu jest to czy był on testowany na zwierzętach czy też nie. Niestety nigdzie nie mogę znaleźć informacji czy firma INVEO przeprowadza takowe testy.


No i cóż jeszcze mogę powiedzieć? W sumie to niewiele. :)
Za 8 tygodni zobaczymy czy odżywka działa tak jak powinna. :)




czwartek, 31 marca 2016

Popłakałam się przez pieroga.

Jestem wegetarianką, każdy kto od dłuższego czasu czyta tego bloga o tym wie. Nie jem mięsa już od dwóch lat i szczerze to już nawet nie pamiętam jak ono smakuje.
Opowiem Wam dzisiaj historię która miała miejsce w tą Wielkanoc.

Siedziałam przy stole, czułam okropnie, miałam gorączkę, było mi zimno, gardło mnie paliło i do tego byłam okropnie głodna. Na stół zostały podane pierogi. Zapewniana byłam, że są one nadziane kapustą i grzybami, jednak ja dla pewności jeszcze przecięłam owego pierożka na pół żeby się upewnić, że nie zawiera on mięsa. Patrzę, wącham- no nie ma mięsa. Zadowolona nabijam jedzenie na widelec, biorę gryza i zamarłam. Ktoś się pomylił. Łzy napłynęły mi do oczu, chowam się za moim chłopakiem, żeby nikt nie widział co się właśnie ze mną dzieje, jednak każdy się na mnie patrzył. Przełknęłam to co miałam w ustach- a mogłam wypluć ale nie- musiałam być kulturalna!
Wtedy poczułam jak gorączka skoczyła, nie miałam już siły siedzieć dłużej, poprosiłam Wojtka aby zaprowadził mnie do domu.
Jakiego kochanego mam chłopaka- rozłożył mi łóżko, przyniósł herbatę i siedział ze mną dobrych parę godzin- chociaż mógł wrócić na kolację do rodziny.
Ale ja już wtedy nie wytrzymałam, nie wiem czy to kobiece hormony, gorączka, czy zmęczenie przygotowaniami świątecznymi ale zaczęłam ryczeć. Nie- nie płakać- ryczeć jak głupia, jakby ktoś umarł!
Zaczęłam mówić, że jestem okropna, że ten kurczak, który był w pierogu też chciał żyć, że pewnie miał plany na przyszłość, no po prostu histeria.
Następnego dnia wróciłam do domu, mama mnie uspokoiła, że tego kurczaka było tyle w tym pierogu, że to tak jakbym żywego tylko ugryzła (btw. wcale mnie to nie pocieszyło).

Na szczęście przeżyłam, czuję się już lepiej ale wiem, że już nigdy nie zjem pierogów.


wtorek, 29 marca 2016

Święta święta..

Nie lubię świąt prawie w ogóle. Jedyne co lubię w świętach to jedzenie- i to też nie wszystko. Wszystko jest spoko do czasu kiedy nie zaczną polewać. Wtedy każdy staje się ekspertem w każdej dziedzinie i ni cholery nie da się go przegadać. A ja tylko siedzę, słucham co oni pierdzielą, podczas gdy ja opierdzieliłam już prawie cały sernik.
Tegoroczne święta wielkanocne zaliczam do tych bardziej udanych. Jedzenie było dobre. Co prawda cały niedzielny wieczór przeleżałam z gorączką ale nie mam co narzekać.

A! No i zafarbowałam się na blond!






czwartek, 11 lutego 2016

Przysięga.

Postanowiłam napisać co ostatnio ciekawego się wydarzyło, gdyż dawno tego nie robiłam. :)

W poprzedni weekend pojechałam do Kielc na przysięgę wojskową mojego chłopaka. :)
Było bardzo zimno, ręce zamarzały mi na aparacie ale było warto. Jestem bardzo dumna, moim zdaniem wszystko im wyszło tak jak powinno. :)
No i w końcu po całym miesiącu zobaczyłam się z Wojtkiem. <3











poniedziałek, 1 lutego 2016

Jestem słaba w prowadzeniu bloga.

Matko bosko.
Jestem okropna. Zawsze tak mam, że jak coś sobie zaplanuję to nic z tego nie wychodzi.
Moje postanowienia noworoczne piorun strzelił już pierwszego tygodnia.
Miałam takie piękne plany co do tego bloga.
Jak zapewne zauważyliście piszę tutaj zazwyczaj jak coś mnie zdenerwuje. Ostatnio jakoś przestałam być nerwowa i nie wiem o czym mam tu pisać. Chyba nauczyłam się obniżać swoje ciśnienie!
Nie chcę prowadzić bloga typu "dzisiaj zjadłam jejcznicę"!
Generalnie ostatnio bardzo dużo siedzę w domu, nic ciekawego się nie dzieje.
Dosłownie siedzę w domu na tyłku oglądając telewizję lub siedząc w internecie. Jestem bezrobotna i się nudzę. Poszukuję mocno pracy- spokojnej!
Liczę na Waszą cierpliwość, obiecuję, że jak tylko wpadnę na pomysł co by tu napisać to na pewno pierwsi się o tym dowiecie. Jeśli macie jakieś ciekawe pomysły to również możecie je podawać w komentarzach!
Poszukuję inspiracji!


sobota, 24 października 2015

Pierwszy tatuaż.

Hej hej :)

15 października były moje 19 urodziny :)
Tego dnia również został wykonany mój pierwszy tatuaż. Stwierdziłam, że do końca życia będę latać z Insygniami Śmierci na prawym przedramieniu. Zdecydowałam się na ten wzór ponieważ jestem psychofanką Harrego Pottera, no i historia o trzech braciach ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Tak chciałam, tak mam, jestem zadowolona.

Generalnie noc przed zrobieniem tatuażu stresowałam się jak cholera. Wiedziałam, że będzie mnie to cholernie boleć, zakładałam nawet, że pewnie popłaczę się na tym fotelu.
Gdy weszłam już do salonu tatuażu zemdliło mnie tak bardzo, że miałam ochotę stamtąd wyjść!
Pan tatuażysta wydrukował mój wzór, naniósł kalkę na rękę. Zadał kilka podstawowych pytań odnośnie mojego stanu zdrowia.
Spytał również, czy w danym momencie jestem pod wpływem alkoholu lub narkotyków...na co odpowiedziałam, że niestety nie. xD
No i on włącza tą maszynkę. Dźwięk tej maszynki przyprawił mnie o kolejną falę mdłości ale zachowałam kamienną twarz i ostro staram się nie patrzeć na tą rękę..
Wiecie co? Prawie w ogóle nie czułam, że w moją rękę wbijane są igły. Takie uczucie jakby ktoś dosyć mocno przycisnął Ci długopis do ręki i tak nim jeździł.

Oczywiście ja się wycwaniłam i wybrałam sobie miejsce które mało boli. Są miejsca które podobno bolą jak cholera. Są to miejsca, gdzie mamy najmniej tłuszczu i mięśni (np. żebra, łokcie itp.).
No i każdy ma inną odporność na ból więc to naprawdę indywidualna sprawa. :)


Wcale nie boli tak jak myślisz, bardziej się nakręcasz na ten ból niż to tego warte. Najstraszniejszy z tego wszystkiego jest dźwięk tej maszynki.

Po zrobieniu tatuaży zostałam zafoliowana.
Jak jesteś w domciu to bez folii chodzisz najwięcej jak możesz, zakładasz ją tylko jak chcesz gdzieś wyjść, żeby ubrania nie obcierały świeżego tatuażu.
Myślicie pewnie sobie "meeh, chwilę w folii mogę pochodzić, to nic takiego",
Nikt Wam pewnie nie powiedział, że nawet jak na dworzu jest -100 stopni to zafoliowane miejsce poci się jak cholera. Miałam wrażenie, że ten tatuaż mi zaraz spłynie. I miałam ciągłą obsesję polegającą na sprawdzaniu czy owa folia na pewno się nie zsunęła.

Zostałam również wprowadzona w błąd bo otrzymałam informację o treści "Łee, nawet Cię swędzieć nie będzie, bo taki mały tatuaż."
Wiecie co? Swędzi jak cholera! Resztkami silnej woli powstrzymuję się przed podrapaniem tego cholernego tatuażu.

Generalnie jestem zadowolona, polecam każdemu. Już planuję kolejny :)



niedziela, 11 października 2015

Post o okresie.

Cześć wszystkim!
Tak, w końcu piszę post. Tak wiem, piszę raz, góra dwa razy w miesiącu ale to tylko dlatego, że bardzo rzadko doznaję oświecenia lub mam ciężką rozkminę i rzadko czuję potrzebę podzielenia się czymś z Wami tutaj. Gdybym pisała tutaj o wszystkich moich przemyśleniach, to pewnie moi czytelnicy wylądowali by w zakładzie zamkniętym.
Naprawdę, ciężko żyć z moim mózgiem.

Dzisiaj chciałam pogadać z Wami o okresie.
Tak, o okresie. No wiecie, miesiączka, krwawy tydzień.
Czemu?
Ponieważ jest wiele rzeczy na ten temat, o których chciałabym Wam opowiedzieć..No i nudziło mi się dziś w pracy, bolał mnie brzuch więc myślałam o tym co by tu napisać..i padło na okres.
Więc jeżeli żyjecie pod jakąś skałą i nie chodziliście na WDŻWR to możecie się tu dowiedzieć wielu nowych rzeczy! A dla reszty nie będzie to nic innego jak czytanie moich idiotycznych przemyśleń.

1.Zacznijmy od tego- co to jest okres?

Wyobraźcie to sobie tak. Kobieca macica przez pewien czas szykuje się na przyjęcie dziecka! Jest szczęśliwa, że zaraz będzie miała lokatora, no ze szczęścia nie ogarnia! I nagle orientuje się, że w tym miesiącu dziecka nie będzie. Może dlatego, że kobieta z którą żyje owa macica jest wieczną singielką i planuje zostać starą panną. I macica wkurza się na ową kobietę, postanawia zemścić się na kobiecie, zaczyna tańczyć harlem shake, wyrzuca z siebie wszystko co przygotowała dla dzieciaka, sprawia kobiecie najgorszy ból jaki w tym momencie może sobie wyobrazić, aż w końcu emocje jej opadną.
Znów zaczyna przygotowania na przyjęcie dzidziusia, ma wielką nadzieję, że tym razem się uda...

2. Pierwszy okres!
Każda dziewczynka czeka aż dostanie swój pierwszy okres bo wmówiono jej, że stanie się ona wtedy stuprocentową kobietą.

Przypałowa historia!

Kiedy byłam mała, myślałam, że okres wygląda tak, że raz w miesiącu krwawi się przez parę dni, chodzi w podpasce, okres się kończy i żyje się dalej.
Jak bardzo byłam w błędzie dowiedziałam się wtedy, gdy dostałam bólów okresowych, które nakurwiały (nie, nie bolały, nakurwiały!) mnie tak bardzo, że nie mogłam się ruszyć z łóżka i żadna tabletka nie dawała rady mi pomóc.

Więc jeśli czyta to jakaś dziewczynka, która jeszcze nie miała okresu to mam do powiedzenia dwie rzeczy:
1. Przepraszam za słownictwo.
2. Okres nie wygląda tak jak w reklamach podpasek.

3. Męski punkt widzenia.

Zanim rozwinę ten punkt, to na wstępie chciałam napisać, że wiem, że nie każdy facet ma do tego takie podejście, piszę to co sama usłyszałam od niektórych swoich kolegów. Więc nie czujcie się urażeni jeśli ten punkt nie przedstawia tego, co Wy o tym myślicie moi drodzy Panowie. :)

Sytuacja z życia.

Rozmawiam na fejsie ze swoim niegdyś dobrym przyjacielem. Mówiliśmy sobie o wszystkim, a ja jak to baba podczas okresu lubiłam sobie ponarzekać. Więc jak to baba napisałam "cholera, mam okres, brzuch mnie boli, zaraz umrę albo urodzę. :/"
W odpowiedzi dostałam wiadomość o treści:
"Meh, co ty wiesz o bólu..wiesz jak to jest dostać kopniaka w jaja?"

Także ten. Nie, nie wiem. Jestem babą, nie mam jaj, nikt mnie nigdy w jaja nie kopnął. Wyobrażam sobie, że musi to bardzo boleć, bo kiedyś niechcący uderzyłam w to miejsce swojego kolegę i myślałam, że go zabiłam bo tak bardzo zwijał się z bólu.
Chwila, dajcie mi to wyjaśnić. Kopniak w czułe miejsce boli przez chwilę...no nie wiem..parę minut..chyba, że ktoś porządnie Cię kopnął to myślę, że skutki możesz poczuć też następnego dnia.
Okres boli przynajmniej raz w miesiącu, w moim przypadku przez co najmniej trzy dni, co miesiąc, przez całe życie aż do menopauzy. Więc oceńcie sami co gorsze.

4. Okres jako wymówka to bycia suką?

Wielu ludzi tak uważa. Jedne panie odczuwają burzę hormonów mniej, drugie bardziej,
Ale wierzcie mi, my nad tym nie panujemy. Kiedy każemy Ci spadać na bambus i mówimy, że Cię nienawidzimy i chcemy Cię zabić, to nie my tak myślimy! To nasze hormony, które dostały szmyrgla!

Kiedyś ja i moja przyjaciółka dostałyśmy okres w tym samym czasie, postanowiłyśmy zagrać w makao.
Mało się nawzajem nie pozabijałyśmy! A my przecież się kochamy!


Na koniec tego postu napiszę, że wiem iż każda kobieta przeżywa ten czas inaczej. Wszystko co tu przeczytaliście to tylko mój punkt widzenia :)




czwartek, 20 sierpnia 2015

Mam zacząć nosić habit, czy siedzieć zamknięta w wieży?

Cześć wszystkim!
Dzisiaj chciałam poruszyć pewien drażliwy dla mnie temat.
Drażliwy, ponieważ zawsze jak o tym mówię to wkurzam się jak dziki potwór...więc z góry wybaczcie wulgaryzmy :)

Jestem kobietą- nie da się ukryć, mam cycki, mam pupę i nie mam ogona między nogami. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem kobietą.

Rozmiar moich cycków jest zwykły. Nie są duże, nie są małe, są normalne. Dlatego właśnie ostatnio w pracy myślałam, że wszystkich wymorduję. :)
Siedziałam w pracy na noc, a na nockach nie musimy wiązać włosów ani nosić fartuchów. Ubrałam się normalnie, leginsy i bokserka. Jak to wiadomo bokserki mają dosyć spore dekolty, jednak nie pokazują tyle cycka, żeby babcie spod kościoła miały w ciebie rzucać krzyżami.
Także jestem sobie w pracy, ubrana normalnie, obsługuję sobie klientki, myję podłogi i inne duperele które myje się na nockach.
I przysięgam wam, że prawie każdy facet, który wszedł do tego cholernego sklepu, musiał w mniej lub bardziej wulgarny sposób skomentować moje własne piersi.
"Hej lala, zajebiste cycki, ruchałbym"
"Ładne ma pani piersi"
"Łoooooooo."
Że co przepraszam? Jaki to trzeba mieć tupet, żeby obcej kobiecie w sklepie mówić, że by się ją ruchało?
No i każdy z mężczyzn oczywiście zawalał kontakt wzrokowy.
Przepraszam bardzo ale ja nie patrzę się Wam w krocze, więc przestańcie gapić mi się w cycki.
Pisałam parę tygodni temu o tym, że "chcę spodenki a nie majtki".
Wiecie co? Dziewczyny które noszą tak krótkie spodenki to moje bohaterki! Ja bym nie wytrzymała wzroków i komentarzy niewyżytych, obcych typów na temat mojego tyłka.

Zaraz pewnie niektórzy powiedzą "to czemu się ubierasz wyzywająco, to twoja własna wina!".
Ekhm ekhm. Bluzka na ramiączka i leginsy to wyzywający strój?
No i do tego która kobieta chce być "gwałcona" słownie?
Ja się nie czuję komfortowo w takich sytuacjach, przykro mi.

Nawet mój pies wie, że kiedy mówię mu "fe" to ma przestać coś robić, a dorosły mężczyzna nie rozumie słów "proszę przestać" :)

Nie, nie chcę się z tobą "ruchać", tak, wiem, że mam fajne cycki, nie musisz mi o tym mówić.

#DorastająćKobietą
Ludzie zawsze mówią, że nie mogę nosić pewnych rzeczy, tylko dlatego, że jestem kobietą i ktoś może mnie zgwałcić.
Ojej, przepraszam, nie wiedziałam, że kawałek mojej skóry jest taki seksowny i pociągający, że pokazując się w krótkich spodenkach mogę zostać zgwałcona. Przepraszam, będę nosić worek na ziemniaki.

Wiecie co? Jebać. Idę do zakonu..będę żyć w habicie, żeby jakiś obleśny facet nie dostał wzwodu na widok mojego ramienia.




niedziela, 9 sierpnia 2015

Poznałam kogoś! (ZDJĘCIA!!)

Można powiedzieć, że nawet nie jednego kogoś a wielu ktosi!

Dziś wróciłam z pracy o 7 rano ;-;
Przespałam się godzinkę, obudził mnie tata z wiadomością, że mam wstawać bo jedziemy.
Wiecie gdzie pojechaliśmy?
DO ZOO! <3 <3 <3
Tyle lat już chciałam pojechać do ZOO. Byłam już raz kilka(naście) lat temu, jednak było to zimą i nie mogłam poznać słoni, tygrysów i innych ciepłolubnych zwierząt, które zawsze bardzo chciałam poznać.
A dziś w końcu się udało! <3
Jaram się jak dziecko, brak mi słów, więc pozostawię Was wszystkich z małą fotorelacją dzisiejszego dnia.





























*Powyższe zdjęcia są mojego autorstwa. Proszę, nie wykorzystujcie ich bez mojej zgody, gdyż bardzo ciężko nad nimi pracowałam. :)














niedziela, 2 sierpnia 2015

A jak mój pies Cię ugryzie to wcale nie będzie mi przykro!

Cześć wszystkim!
Połowa wakacji już za nami, reklamy przyborów szkolnych już w telewizji, czas kupować książki!


Dzisiaj chciałabym poruszyć temat dotyczący obcych ludzi i ich stosunku do mojego psa. Muszę to z siebie wyrzucić bo chodziłabym chora gdybym tego nie zrobiła!



Jest ładna pogoda i wraz z Ozzym, moim psem często z owej pogody korzystamy wychodząc na spacery. Ozzy jest małym psem, uroczo wygląda i tak się zawsze składa, że wszyscy ludzie chcą go głaskać. Zazwyczaj mój pies jest pokojowo nastawiony do ludzi i ZAZWYCZAJ pozwala się pogłaskać. Jak ma jakiś gorszy dzień to nawarczy na owego człowieka i pójdzie sobie dalej.



NIENAWIDZĘ gdy obcy ludzie do nas podchodzą i bez pytania zaczynają go miziać. Jestem nadopiekuńcza w stosunku do swojego psa.  Już kiedyś napisałam na swoim Facebooku, że niektórzy zachowują się jakby pies miał przyczepione na czole karteczkę z napisem "Głaszcz mnie! Wsadź swoje palce do mojego pyska!".
I wiecie, idę sobie spokojnie z psem na spacer i nagle podchodzi obca osoba, zatrzymuje nas i zaczyna po prostu tarmosić mojego psa. Ozzy zwykle nie ma nic przeciwko ale tak jak pisałam, zdarza mu się warknięciem dać do zrozumienia, że nie ma ochoty na pieszczoty.
Często mówię takiej osobie "Przepraszam ale mój pies może Pana ugryźć". A co on na to? "Nie nie, spokojnie, psy mnie kochają :)". A gdy Osbourne da takiemu komuś do zrozumienia, że nie chce być dotykany to słyszę, że takie agresywne psy powinny chodzić w kagańcu!
Ale słuchajcie. Jeśli ktoś podejdzie i zapyta się "Dzień dobry, ładny piesek, mógłbym go pogłaskać?" to wtedy biorę psa na ręce i pozwalam temu komuś go pomiziać.


A jeszcze lepiej jak ja idę z Ozzym i ktoś idzie z innym psem. Moje zwierze generalnie bardzo boi się innych psów. Jak przechodzę z nim przez osiedle domków jednorodzinnych i psy szczekają przy bramach to muszę go nieść na rękach bo ten kładzie się na ziemi i stwierdza, że dalej nie idzie. Tak więc napotykamy nieznanego człowieka z nieznanym psem no i owy obcy pies chce powąchać pupę mojego psa i się z nim pobawić. I zaczyna się, obcy podchodzi do Ozziego, Ozzy zaczyna warczeć, ja go odciągam, tamten nie daje za wygraną, Ozyy zaczyna atakować ze strachu.."Meeeh, proszę Pani, one się tak tylko bawią!"..Przepraszam Panią bardzo ale chyba wiem jak wygląda mój pies gdy chce się bawić, a jak wygląda gdy chce kogoś zabić!


Najbardziej bawi mnie gdy ktoś do nas podchodzi i pyta czy mój pies jest:
1) Ciułałą.
2) Labradorem 
Mój pieseł jest dwa razy większy od ciułały i nawet nie przypomina go z mordki..To że jakiś pies jest mały i ma stojące uszy nie oznacza to, że jest on ciłałą!
Autentyczna rozmowa!
"-O! Dzień dobry! Jaki ładny piesek! To ciułała?"
"-Nie, to Pinczer."
"-Bardzo ładna ciułała, do widzenia! :)"
A do ludzi którzy myślą, że Ozzy jest labradorem...widzieliście kiedyś labradora? No właśnie..

No i nie myślcie sobie, że mój pies to jakiś sadysta i morderca. Generalnie jest kochanym, przyjaznym pieskiem ale nie lubi gdy poza "jego" terenem (czyt. nasz dom) obcy ludzie go zaczepiają.

W skrócie.
Jeśli bez pytania i ostrzeżenia dotkniesz mojego psa to wcale nie będzie mi przykro jak on Cię ugryzie!






niedziela, 19 lipca 2015

Chcę krótkie spodenki a nie majtki!

Cześć wszystkim!
Wczoraj wraz z mamą pojechałam do Warszawy na zakupy, oraz razem z moją ciocią zorganizowałyśmy mojej mamie przyjęcie "niespodziankę" z okazji jej urodzin. (Wszystkiego najlepszego dla mamy! <3)

Na zakupy pojechałam z zamiarem kupienia sobie krótkich spodenek z wysokim stanem. Jestem posiadaczką raczej dużej pupy i gdybym chciała kupić spodnie, spodenki, spódnicę z niskim stanem to wszyscy mogliby popatrzeć sobie na mój tył, gdyż nie mieści się on po prostu w takich rzeczach.
No to dojechałyśmy sobie do stolicy i zaczęłyśmy krążyć po sklepach i wyłapując promocje.
Ja ostro szukałam tych spodenek bo były mi wtedy niezbędne! I krążyłam po tych Złotych Tarasach i nic nie było oprócz jakichś dżinsowych majtek!
Majtek? :o


No majtki no. Gdybym chciała żeby ktoś widział moje pośladki w całej swojej okazałości to kupiłabym sobie jakieś zajebiste majtki i chodziła w nich po mieście. Ale nie chcę!
Rozumiem, że wiele dziewczyn ma ładne nogi, ładne pupy i dobrze wyglądają w takich rzeczach ale ja niestety nie należę do tej grupy. Moje uda są duże, nie mam tej takiej modnej "przerwy" między nogami i gdybym chciała ubrać się w coś takiego to wyglądałabym jak śmieszna buła.
I ja szanuję to, że ktoś lubi świecić pośladkami na mieście, jakbym chciała to też bym świeciła. ALE NIE CHCĘ.
Przez cały dzień na tych zakupach szukałam tych pierdzielonych krótkich spodenek, takich żeby były wysokie, i żeby zakrywały mi pupę. I wierzcie mi na słowo, w całych złotych tarasach znalazłam spodenki takie jakie chciałam tylko w jednym sklepie, którym był Cropp.
No byłam serio wkurzona. Chciałabym, żeby sklepy sprzedawały również rzeczy dla osób, które lubią mieć swoje cycki i tyłki schowane w bezpiecznym miejscu.
Wiem wiem, są wakacje, pińcyt stopni na dworze, w czymś takim pewnie jest chłodniej, bla bla bla, Mańka ale jesteś.
Mi też jest gorąco, wszystkim nam jest gorąco. Ale mogę iść na plażę, gdzie to jest miejsce do świecenia ciałem.

Mam wrażenie, że ten post jest jakiś bez ładu i składu..ale musiałam wylać tutaj swoją frustrację! :<


niedziela, 12 lipca 2015

Z życia kasjerki. Rytuał przywoływania klientów.

Cześć wszystkim!
Dzisiaj kolejne przeżycia zapracowanej Marysi.

Od prawie dwóch miesięcy pracuję jako kasjerka w małym sklepie spożywczym u mnie w mieście. Praca jak praca. Poznaję wielu ciekawych ludzi i ogólnie bardzo lubię swoją pracę, chociaż momentami żałuję, że nie mam zwykłych wakacji tak jak wszyscy. Ale nie mam co narzekać, zarabiam swoje pieniądze i nie muszę prosić o nie rodziców.

Dziś chciałabym wam opowiedzieć o moim codziennym rytuale przywoływania klientów w momentach kiedy wolałabym żeby ich chwilowo nie było!

Generalnie zauważyłam taką zależność, że jak masz wszystko zrobione na sklepie i Ci się zupełnie nudzi to nikt nie chce przyjść, więc siedzisz i myślisz o tym, że jak szefowa zobaczy nagrania z kamer to Ci powie, że i nic nie zrobiłaś na sklepie a jak tylko znajdziesz sobie zajęcie to nagle wszyscy przypominają sobie, że akurat muszą zrobić zakupy!

Oto kilka sytuacji w których na pewno klienci zaczną masowo przychodzić do sklepu~

1. Przerwa na jedzenie.

Poczyściłaś półki, ułożyłaś towar i nagle jakiś wielki potwór odzywa się w Twoim brzuchu. Czas coś zjeść!
Akurat nikogo nie ma w sklepie, więc stwierdzasz, że zupka chińska będzie idealna. Kupujesz więc sobie ową zupkę, zanosisz ją na zaplecze, wstawiasz czajnik z wodą i czekasz. Już czujesz ten smak w ustach i nie możesz się doczekać aż coś zjesz. Już słyszysz, że woda zaraz będzie gotowa do zalania Twoich klusek i nagle patrzysz na monitoring a tu magia! Trzech klientów czeka aż sprzedasz im towar. Tak więc szybko biegniesz na sklep i zaczynasz swoją pracę. Woda w tym czasie już dawno się zagotowała i wiesz, że zaraz wystygnie a klientów wciąż przybywa! Kiedy w końcu wszyscy zostali mile obsłużeni wracasz na zaplecze, znów włączasz czajnik. Tym razem udało Ci się zalać zupkę wodą. Mieszasz ją chwilę, już masz zamiar włożyć łyżkę do buzi i nagle...ta daaaa...klienci!


2. Mycie podłogi.

Jakimś cudem udało Ci się zjeść swój obiad. Zauważasz, że podłoga jest niemiłosiernie brudna..jakby stado panów pracujących na polu przebiegło Ci w swoich kaloszach przez sklep. Podnosisz więc swój zacny tyłek, nalewasz wody z płynem do wiadra i zabierasz się za mycie podłogi. Zaczynasz od zaplecza i powoli przesuwasz się w stronę sklepu. Wiesz, że wcale nie pójdzie tak łatwo. Myjesz podłogę za ladą, wręcz możesz się przejrzeć w czystych płytkach gdy nagle wchodzi pięciu klientów. Myślisz sobie "ok...za ladą wcale nie musi być tak idealnie czysto, przecież tylko ty widzisz co się tam dzieje". Z anielskim spokojem obsługujesz klientów, przecierasz podłogę mopem jeszcze raz i biegniesz myć podłogę z drugiej strony blatu. Nie jesteś nawet w połowie gdy wchodzi cała rodzinka wracająca z pacu zabaw by kupić swoim dzieciom jakieś soczki i ciasteczka. Nie wytrą butów o wycieraczkę przed sklepem, nawet o tym nie marz. Szybko uwijasz się z obsługą, jeszcze raz czyścisz pierwszą część podłogi. Jakimś dziwnym cudem udało ci się umyć ją całą. Idziesz na zaplecze by poczekać aż podłoga przeschnie, modląc się o to, aby w tym czasie nikt nie wszedł do sklepu.. Ledwo zdążyłaś usiąść..ta sama rodzinka zapomniała kupić ryżu.

3. Przerwa na papierosa.

Już trzy razy myłaś podłogę. Stwierdzasz, że możesz sobie zrobić chwilę przerwy aby zapalić. Wędrujesz więc do torby, wyjmujesz papierosa z torby i go odpalasz. Zaciągasz się dwa razy i nagle wchodzi klient. Odkładasz papierosa na bok i idziesz podać stałemu klientowi piwo. Oczywiście nie zgasiłaś szluga ponieważ ten klient zawsze się streszcza. To był błąd. Zaraz gdy pan z piwem zdążył wyjść wchodzi klientka która prosi o chleb i nagle poczuła niewytłumaczalną potrzebę opowiedzieć Ci o tym co jej wnuczka robiła dzisiaj w przedszkolu. Już wiesz, że nie zapalisz tego papierosa...i tak pewnie już zgasł.

4. Nowa dostawa!

Siedzisz sobie spokojnie na zapleczu, skończyłaś palić resztkę swojego papierosa i nagle widzisz białą furgonetkę podjeżdżającą pod sklep. Nowa dostawa! Tym razem przyszła spożywka, nabiał i napoje. Wiesz, że resztę dnia spędzisz rozkładając towar i licząc faktury. Zapłaciłaś dostawcy i zabierasz się za rozkładanie nowo przywiezionego towaru. I nagle wpada stado klientów, każdy robi zakupy za 100zł i do tego tym razem musisz każdemu podać to czego potrzebuje bo półki zastawione są zgrzewkami z napojami i pudłami z makaronem. Przecież nie będziesz im kazała skakać przez przeszkody!
Obsłużyłaś wszystkich i nagle przychodzi Twoja zmienniczka. Przez 2 godziny nie zdążyłaś zrobić z nową dostawą zupełnie nic.


Tak..to moje osobiste przeżycia..wierzcie lub nie, wszystkie są w 100% prawdziwą historią..


piątek, 3 lipca 2015

Rodzeństwo.

Cześć, hej i siemanko.
  Wakacje już rozpoczęte, pogoda dopisuje, tylko szkoda, że w taką ładną pogodę trzeba siedzieć w pracy. No ale nikt nie mówił, że bycie dorosłym jest zabawne..
Wstawanie wraz ze wschodem słońca, lub siedzenie całą noc w pracy nie należy do moich ulubionych zajęć. Starość nie radość.




  Przejdźmy zatem do tematu dzisiejszego postu. 

"Rodzeństwo może sprzeczać się między sobą, lecz nigdy nie dopuści do głosu obcego." 

  Ahh, rodzeństwo..ci którzy go nie mają często chcieliby je mieć, a ci którzy je mają chcieliby je zabić. 
Ja należę do tej drugiej grupy. Jestem "pierwszym" dzieckiem w rodzinie, pierwszą wnuczką dla moich dziadków, pierwszą siostrzenicą dla moich ciotek i wujków, generalnie jestem najstarsza ze wszystkich dzieci i całej młodzieży w naszej rodzinie. 
Nie znam tego uczucia gdy ma się starszego brata lub siostrę. Jak byłam mała to byłam zła na moją mamę,że urodziłam się pierwsza.
  Mam jednego, rodzonego brata, oraz siedmioro rodzeństwa ciotecznego, więc myślę, że mogę spokojnie wypowiadać się na ten temat. 
Z rodzeństwem ciotecznym widuję się rzadko, bo to albo na spędach rodzinnych lub na święta. Za to mój brat rodzony? Mam go na co dzień i często mam go już dosyć. Kto zna to uczucie ręka w górę! *podnosi obie ręce*
Ale prawda jest taka,że choćby nie wiem jak mnie wkurzał, bił, wyzywał i choćby nie wiem jak ja go wkurzała, to żadne z nas nie da obcej osobie zrobić drugiemu krzywdy.
I jak tu ze sobą żyć? Gdzie to logika? Nie wiem. :)
  Chyba każde rodzeństwo ma takie momenty kiedy po prostu cieszy się swoim towarzystwem, normalnie rozmawia ze sobą albo nie wiem, gra w gry i bawi się piłką. Za to pięć minut później wyrywają sobie włosy z głowy...
  I ja wiem, że wy, moi drodzy czytelnicy z młodszym rodzeństwem znacie to uczucie, gdy Wasz młodszy brat/młodsza siostra popsuje coś w domu albo zrobi coś głupiego..po czym zwala winę na Was. I nie pomagają tłumaczenia, krzyki i kłótnie z rodzicami.
"Przecież on jest za mały żeby coś takiego zrobić!"
Przyjaciele..nie jesteście sami, wszyscy to przeszliśmy..ale im starszy robi się Twój brat lub siostra wszystko zaczyna się zmieniać. Macie więcej tematów do rozmów, więcej wspólnych zainteresowań i chętniej spędza się czas z takim człowiekiem.
  Ja osobiście jestem bardzo niskim człowiekiem. No halo, 157cm wzrostu, jestem jak krasnal ogrodowy. 
Wiecie jaki przeżyłam szok,że mój młodszy, trzynastoletni brat jest ode mnie już wyższy? 
Like, when the fuck this thing happened?! I zaczynasz sobie zdawać sprawę z tego,że Twój brat nie jest już małym dzidziusiem, któremu trzeba we wszystkim pomagać, uświadamiasz sobie, że idzie on już do gimnazjum, zaraz będzie latał za dziewczynami...serce mi pękło!
Mój mały brat nie jest już mały, wciąż irytujący ale go kocham.
I wiecie co? Mimo, że mój brat mnie wkurza i często mam ochotę go zabić to nie oddałabym go za nic na świecie i jeżeli ktoś go kiedyś skrzywdzi to będzie miał do czynienia z całym 157cm czystej furii.


czwartek, 18 czerwca 2015

Dzień w którym pojechaliśmy do Rawy Mazowieckiej.

Cześć, hej i siemanko :)
13 miałam ostatni egzamin, wszystko pięknie zdane i teoretycznie mam już wakacje. :)
Tylko teoretycznie bo całe wakacje będę pracować i tak aż do listopada..mam nadzieję,że to przeżyję :o
Dzień po egzaminach wraz z rodzicami, bratem i psem pojechałam do Rawy na spacer.
Efektem tego spaceru są zdjęcia na których wszyscy mamy głupie miny. :D





czwartek, 4 czerwca 2015

Dzień w którym poszłyśmy na sesję.

Cześć, hej i siemanko :)
13 czerwca mam ostatnie egzaminy, moją najgorszą oceną jest 3 z fizyki i przedsiębiorczości i ogólnie jestem z siebie dumna. :)
Nowa praca zajmuje mi większość mojego czasu, więc nie bardzo mam kiedy tutaj zaglądać ale mam nadzieję, że zostanie mi to wybaczone. :(
Wczoraj skorzystałam z chwili wolnego i wraz z Anią wybrałam się na zdjęcia.
Pogoda dopisywała, świetnie się bawiłyśmy i jestem bardzo zadowolona z efektów.






Dziś kolejny dzień pracy. </3